Ostatnio nachodziłam się po górach, których tu pod dostatkiem. Niecałe dwa tygodnie temu zorganizowaliśmy taką wycieczkę ze Svenem i jego koleżanką Elke. Pogoda nie zachęcała do spacerów. Pierwszą burzę przeczekaliśmy pod jakimś krzakiem. Druga przyszła, gdy byliśmy naprawdę daleko od
jakiejkolwiek cywilizacji. Kiedy piorun uderzył tak blisko nas, że poczuliśmy kopnięcie prądu, zdecydowaliśmy się spierniczać. Na dole, w przysłowiowym środku niczego znaleźliśmy bar, wewnątrz wyłącznie patrzący spode łba mężczyźni; klimat był naprawdę dziwnie złowrogi. Kiedy odrobinę się przejaśniło, wyszli, wyciągnęli strzelby i zaczęli strzelać do ptaków. Zebraliśmy się stamtąd co prędzej i powlekliśmy poboczem drogi w stronę samochodu, mając przed sobą jakieś dwie godziny marszu. Musieliśmy wyglądać bardzo żałośnie, przemoczeni i ubłoceni po szyje, bo jakiś kierowca sam z siebie zatrzymał się, żeby nas podwieźć. Błogosławiony człowiek.
Kilka zdjęć, popełnionych w momentach, kiedy akurat NIE lało:






maj 24, 2008 @ 12:44 przed południem
cale szczesie ze nie mieliscie dobrego przewodnika bo wtedy to by Was na serio pokopalo;] a tak na powaznie to jak juz byliscie tak blisko to mogliscie wykopac z ziemi to co powstalo po uderzeniu?!?
maj 24, 2008 @ 3:28 pm
mieliśmy akurat super przewodnika, bo byliśmy na tyle genialni, że staliśmy pod mikroskopijnym daszkiem osłaniającym jakąś metalową tablicę. genialne to było, nie ma co.
a co niby powstaje po uderzeniu…?
maj 24, 2008 @ 4:19 pm
Drogie Matki oraz Wszyscy, ktorzy czytaja tego bloga. Nie pozwolcie swoim dzieciom oraz sobie brac przyklad z karygodnego zachowania autorki postu. Juz od zlobka wiemy, ze w czasie burzy nie wolno chowac sie pod drzewem (krzakiem) bo moze kopnac, nalezy tez wyciagnac wtyczki z gniazdek i pozamykac okna, a nie szlajac sie po Almerii.
maj 24, 2008 @ 5:38 pm
To nie była Almeria. Ha ha ha oszukałam Cię!
maj 24, 2008 @ 5:42 pm
ale mi nie chodzilo o metalowy daszek tylko o przewodnika ktory dobrze zna droge:] a po uderzeniu pisasek sie topi i zamienia w szklo jak to piasek!
maj 24, 2008 @ 5:45 pm
Mylisz się w zeznaniach Misior. To dlaczego dobrze, że go nie mieliśmy?
maj 24, 2008 @ 10:11 pm
taaaaa? a po czym sie szlajaliscie w tak straszna pogode?
maj 24, 2008 @ 10:57 pm
bo to byl taki abstrakcyjny zart i “dobry przewodnik” uzyty jednoczesnie w dwoch znaczeniach jako czlowiek znajacy droge i jako material przewodzacy prad! ale teraz to to juz w ogole nie jest smieszne;P
maj 25, 2008 @ 1:46 pm
Sylwinia - okolice Alicante, dokłanie rzecz biorąc Denia.
Misior - przekombinowałeś stary.