Według Wikipedii istnieje takie hiszpańskie powiedzenie: “Kto nie widział Granady, ten niczego nie widział”.
Granada to miasto sławne przede wszystkim z dwóch rzeczy: Alhambry oraz tapas.
Sprawa z tapas przedstawia się następująco – praktycznie w każdym barze w cenie szklanki piwa zawiera się sandwich, przeważnie z garścią frytek. Z każdą następną kolejką rozmiar i jakość zmienia się na plus, więc już po trzech piwach (około euro każde) można wyjść zupełnie sytym. Żyć nie umierać.
Alhambra… Kompleks arabskich budynków z XIII – XV w., nie da się opisać, trzeba zobaczyć; moje nieudolne fotografie nie oddają magii tego miejsca. Nic dziwnego, że kolejka po bilety zaczyna się formować już koło szóstej – siódmej rano, gdyż liczba wejściówek na dany dzień jest ograniczona. My przyjechaliśmy oczywiście zbyt późno, bo dopiero koło 8.30 i szanse na dostanie biletów były zerowe. Jednak fortuna nam dopisała – zapoznany przypadkiem w kolejce mężczyzna okazał się szczęśliwym posiadaczem karty kredytowej, przez co mógł skorzystać z osobnej kasy i kupił (dla siebie i dla nas) dosłownie ostatnie cztery bilety.
Po dwóch dniach wróciliśmy do Alicante i… tak się zakończyła nasza wielka(nocna) podróż po Andaluzji.



























Maj 15, 2008 o 7:24 pm |
:)))))))))))))
Maj 15, 2008 o 8:13 pm |
Zwracam uwagę na ośnieżoną Sierra Nevada na jednym ze zdjęć. Jedyne (?) miejsce na południu Hiszpanii, gdzie można pojeździć na nartach. A zaraz potem podjechać na plażę i wykąpać się w morzu ;)
Maj 17, 2008 o 6:57 pm |
od zwiedzania wole jednak jedzenie wiec jesli to mozliwe prosze o kolejny wpis o regionalnych przysmakach (ze zdjaciami plis:D) i nie o truskawkach bo u nas juz tez sa;P no i oczywiscie licze na jakis kulinarny popis po powrocie co?
Maj 18, 2008 o 4:05 pm |
kurcze kurcze Misior… postawiłeś przede mną trudne zadanie, sęk bowiem w tym, że jakoś rzadko chodzę do barów z regionalnymi przysmakami… no i zdjęć też brak. jedyne co mogę obiecać, to że spróbuję się gdzieś wybrać w najbliższym czasie.
popis kulinarny po powrocie gwarantowany.
Maj 18, 2008 o 5:08 pm |
generalnie chodzilo mi o to zeby bylo cos o jedzeniu nie musi byc regionalnie byle nie bylo o schabowych czy cos:]
Maj 21, 2008 o 4:41 pm |
naprawde zal, ze ludzie sie tak mecza, zwiedzaja, ogladaja, wygrzewaja, jedza, pija i do tego stoja w kolejkach, skoro mozna sobie odpaczac przy zlewce z buforem, na miekkim krzesle w labie, z pipeta w rece, sluchajac dzwiekow jakie wydaje szefowa
Maj 22, 2008 o 12:54 am |
O ja, Sylwinia, to naprawdę Ty! Śniłaś mi się dzisiaj, królowo!
Ostatnio czas spędzam na sali operacyjnej. Krzywe przegrody nosowe, raki języka. Sama rozkosz.
Maj 22, 2008 o 9:16 am |
to ja,
co robilam w Twoim snie? odpoczywalam w labie, czy raczej meczylam sie na jakiejs plazy?
Maj 22, 2008 o 11:24 am |
Byłaś jakaś taka uradowana, więc to musiał być lab.