Sprawozdanie zacząć czas.
Do Barcelony dostałyśmy się z Agnieszką samolotem, raptem godzina lotu. Z lotniska zupełnie sprawnie dojechałyśmy do mieszkania, w którym czekali na nas Ewa z Tomaszem. We czwórkę wyruszyliśmy na podbój miasta.
Sagrada Familia (wciąż niedokończona i jedynie z zewnątrz):
No i dalej tak, jak widać na zdjęciach:
- drugie śniadanie nad morzem;
- targ La Boqueria, gdzie jak zapewnia Wikipedia można kupić do jedzenia absolutnie wszystko, a nawet więcej - na przykład żywe owady. My jednak nie zagłębiliśmy się w te ezoteryczne zakamarki; przykuła naszą uwagę część rajska, owocowo-kolorowo-grzeszna. Drogą kupna nabyliśmy cherimoyę oraz pitahayę, czego dowód nastąpi później;
- nie obyło się bez kawki w Starbucks (pozdrowienia dla Gutka):
- następnie spacer po mieście, okolice katedry i Barri Gòtic, najstarszej części Barcelony. Katedra, ku naszemu wielkiemu rozczarowaniu była w remoncie, i praktycznie cała zakryta wielką reklamą Telefónica, która renowację współfinansuje. Phi. W związku z tym nie będzie zdjęć tej, co to powinna wyglądać tak.
- i na koniec rzeczony dowód nabycia ww. owoców; oraz ja - żeby nie było, że mnie tam nie było, bo byłam; a kto widział, ten wie.
I tak upłynął wieczór i poranek - dzień pierwszy.

marzec 31, 2008 @ 4:37 pm
To swoje zdjęcie mogłaś równie dobrze zrobić we Wrocławiu! :P
Poznaję nawet kuchenkę mikrofalową!
marzec 31, 2008 @ 4:47 pm
No dobrze, masz mnie. To było tak: kupiłam szybko i bez zastanowienia, wiedziona impulsem, bilet do Wrocławia; w domu, niezauważona przez nikogo zrobiłam sobie zdjęcie przy kuchence mikrofalowej, a następnie niezwłocznie wróciłam do BCN chichrając się pod nosem z mego przebiegłego żarciku. Zrobić zdjęcie we Wro i udawać, że jest z Barcelony. Niezły joke, czy jaki?
Hi hi hi ha ha
A w ogóle nie było Cię tam, to nie wiesz i się nie odzywaj, bo ja byłam i wiem.
marzec 31, 2008 @ 6:00 pm
nie wiem co lezy na tym talezu ale owoce to to nie sa! chyba wiem jak wygladaja owoce!! musieli wam wcisnac jakies… jaja?!larwy?! trudno powiedziec co to za swinstwo:]
kwiecień 1, 2008 @ 1:05 przed południem
o kurcze, myślisz? nie pomyślałam o tym; a wikipedia powiedziała przecież, że można tam znaleźć naprawdę dziwne rzeczy, na tym targu… w sumie nawet nie smakowało jak owoce. och. demyt. demyt.
kwiecień 6, 2008 @ 10:14 pm
kiedy bedzie “po raz drugi”?