… czyli tłusty czwartek!
Wydaje się, że nigdzie nie kultywuje się tradycji z takim entuzjazmem jak na obcej ziemi.
My w każdym razie jesteśmy wzorem kultywacji i entuzjazmu. Na pączki się nie porwałyśmy, bo to wyższa szkoła jazdy, ale faworki wyszły bajeczne!
Gdyby kogoś naszła ochota, przepis jest dziecinnie prosty: zagniatamy ciasto z 3 szklanek przesianej mąki, 6-7 żółtek i pół szklanki piwa. I już. Nam wyszło tej mąki trochę więcej, no ale to już chyba indywidualnie, ważne żeby konsystencja była odpowiednia. I trzeba wyrobić tak, żeby jak najwięcej powietrza dostało się do środka. A potem wałkujemy cienieńko na posypanej mąką stolnicy, tniemy na paski z dziurą w środku i zawijamy. I smażymy na głębokim oleju o odpowiedniej temperaturze. Nam pierwsze się trochę spaliły, ale po zmniejszeniu ognia było idealnie.
Jak widać, za wałek robiła butelka wina. I pomagali wszyscy.
Oprócz faworków w skład menu weszły placki ziemniaczane z gulaszem i 2 sałatki, jedna przygotowana przez Asię, druga przez Alyię.
Asia, Grzesiek, Filipinka Fe, Alyia:
Tutaj jeszcze dodatkowo z Youssefem.
Trzeba nadmienić, że nie było ani jednego rdzennego Hiszpana w tym gronie. Bilans przedstawia się następująco: nasza czwórka, Algierka Alyia, Marokańczyk Youssef, Filipinka Fe i Senegalczyk o dumnym imieniu Gouda. Dosyć barwnie, co?

luty 1, 2008 o 1:58 pm |
Aga, wielkie dzięki za pomoc! Jesteś najlepsiejsza! :)
luty 1, 2008 o 3:38 pm |
No ja bym powiedział, że jednak Ty jesteś :) Ale wielkie pozdro dla Agi też!!
luty 1, 2008 o 5:22 pm |
Hehe:) Ależ nie ma za co !!! Cała przyjemność po mojej stronie. A fantastyczny wieczór odbył się dzięki Twojej inicjatywie. No i gulasz był genialny i zebrał zdecydowanie najwięcej punktów ! To był chyba najfajniejszy tłusty czwartek na jakim byłam , hehe !!! :) Rzeczywiście to prawda, że nigdzie nie docenia się tak różności-polskości jak na obczyźnie. No ale po to między innymi tu jesteśmy:) Między innymi oczywiście:)
P.S Gutka oczywiście też pozdrawiam :) Nawet serdecznie :)
luty 1, 2008 o 5:25 pm |
Kurcze, tylko Goudy nie ujęłaś i jakoś tak mało barwnie, czy może raczej tak jasno jakoś:) W każdym razie Murzynek z Niego niczego sobie i sympatyczny taki…:)
luty 1, 2008 o 5:39 pm |
truskawki zimą… pfuj!
luty 1, 2008 o 7:03 pm |
Chciałam powiedzieć, że jednak Aga jest najlepsiejsza, bo gdyby nie ona, kolacja zaczęłaby się pewnie koło północy. A skończyła dla mnie nad ranem i nad zlewem.
A z Ciebie, Misior, jest maruda nie z tej ziemi; truskawki były gicior! Zresztą już powiedziałam, że właśnie zaczyna się tu pora roku na literkę W.
luty 1, 2008 o 7:35 pm |
przestane marudzic jak u nas bedzie wiosna i 25C w sloncu a u Ciebie lato i 45C w cieniu:]
luty 1, 2008 o 7:55 pm |
Hehe misior :) To jeszcze z trzy miesiące sobie pomarudzisz :) Albo może nawet cztery, bo przypuszczam, że w maju, to tutaj będzie maksymalnie pod 30 podchodzić:)
luty 1, 2008 o 8:16 pm |
ze co?! tylko 30!?:/ no to do kitu z taka hiszpania;P
luty 1, 2008 o 8:20 pm |
na koniec marudnego dnia dodam jeszcze tylko ze: rysunku dawno nie bylo:(
luty 1, 2008 o 9:40 pm |
nooo… :(
luty 2, 2008 o 12:35 pm |
Ze znajomym żondzimy!
http://strzala.wordpress.com/files/2008/02/feeling-like-number-one.jpg
luty 2, 2008 o 5:35 pm |
Donos.
A ten TWÓJ ta ma jakąś JEGO!
Ty tam sobie, Pani Strzałęcjo, faworki pieczesz, a on gore!
luty 2, 2008 o 6:40 pm |
Widziałam… Na dodatek mężatkę… Skandal. No skandal.