W zeszły piątek przyleciał do mnie z Berlina Gucio; wyskoczywszy ze swojego erasmusa, wskoczył w mojego (zresztą dużo bardziej atrakcyjnego).

Raport z pobytu:
- tradycyjne dania hiszpańskie: 0 (zero);
- owoce morza: 1 (krewetki; myśleliśmy też o zrobieniu kalmarów, ale skończyło się na planowaniu - zrezygnowaliśmy na rzecz kebabu);
- kebaby: 6 (trzy z nich były tak wielkie i wypasione, że spokojnie można wpisać liczbę dwa razy większą. Padł kolejny mit o niemieckich kebabach. Najlepsze kebaby są w Alicante);
- mojito: 6;
- liczba wygranych meczy polskiej reprezentacji z belgijską: 1;
- wypady za miasto: 1 (do położonego nieopodal miasteczka Altea; zdjęcia i relacja soon);
- piwo w strategicznych punktach miasta: 4 (w tym: na plaży pod palmą przy zachodzie słońca, w porcie, w barze w barrio, na zamku);
- wejście na castillo de Santa Bárbara: 1.
Pogoda przeciętnie dopisała, ale powiedzmy sobie szczerze, 17 stopni w listopadzie to naprawdę nie jest źle. Macie tu jeszcze kilka zdjęć z naszej wyprawy na zamek, dwa zrobione koło akwarium na Plaza Nueva oraz jedno, na którym Gutek robi głupią minę.
![]()
![]()
![]()
![]()
Żeby nie było za lekko, w międzyczasie dopadła mnie fatalna infekcja pęcherza. Kto miał, ten wie. Całe szczęście, panie w aptekach niespecjalnie przejmują się receptami, więc natychmiast i bez problemu zaopatrzyłam się w antybiotyki i silne środki przeciwbólowe. Mam nadzieję, że to wreszcie koniec złej passy, jaka mnie ostatnio prześladuje.
A wczoraj rano Gutek wrócił do swojej zimnej Germanii i znów jest smutno i szaro.
W przyszły piątek pierwszy egzamin - z chorób zakaźnych. Bardzo jestem ciekawa co z tego będzie…
listopad 24, 2007 @ 4:36 pm
To, że na zdjęciach mam ciągle ten sam zestaw ubrań to nie to, że chodziłem cały czas w tym samym, ale dlatego, że zdjęcia robione jednego dnia ;)
listopad 24, 2007 @ 9:49 pm
[...] http://strzala.wordpress.com/2007/11/24/o-tym-jak-przyjechal-gutek/ [...]