Sobre cocinar y la lluvia

By strzala

Wszyscy mówią, że takiej pogody jeszcze nie było tu nigdy! Pada i pada bez przerwy niemalże. Nasze mieszkanie stanowczo nie jest przygotowane na taką aurę, w korytarzu koło kuchni w sufit malowniczo wpisuje się nieco prowizoryczne zadaszenie z tektury. Przy wprowadzaniu się na pytanie “a jak to funkcjonuje, gdy pada?” Gregorio, właściciel, bardzo się uśmiał “pffff, to jest ALICANTE, tu pada dwa razy w roku!”. Najwyraźniej teraz wyrabiamy normę za całe stulecie. Ostatnio zapytałam Grega, jak to jest z tym “dwa razy”, odpowiedział zmieszany “ja też jestem w szoku”… Więc łapiemy deszczówkę przeciekającą przez nasze tekturowe wstawki w miski. Bardzo awangardowo to wygląda.

Z braku zajęć doskonalę swoje umiejętności kulinarne. Moje ostatnie osiągnięcie to przepis zaczerpnięty z zasobów Gazety, fettuccine z wędzonym łososiem i szparagami. Polecam!

Odpowiedzi: 10 do “Sobre cocinar y la lluvia”

  1. Fitka mówi:

    Prześliczny obrazek! Salmon ahumado en tiras tysz fajne. Podrzuciłabyś trochę tej potrawki. A Twoja tekturka na suficie przywodzi mi na myśl moją przygodę z parasolem a Paris. Po wielu dniach moknięcia na ulicach Paryżewa, jak już wreszcie dostałam pierwszą wypłatę, postanowiłam kupić. No i wisiały takie piękne w kwiateczki i niedrogie, no i nabyłam jeden najpiękniejszy i z dumą wyszłam na deszcz. Jakież było moje zdumienie, gdy poczułam na twarzy rozproszone w mgiełkę kropelki wody!
    A to był parasol przeciwsłoneczny, kurtka na wacie!

  2. misior mówi:

    no fakt ze rysunek sliczniutki i napawa optymizmem i nawet sie usmiechnalem szczerze do siebie gdy nieprzytomny o 7.25 przegladalem blogi czekajac na kolejny porywajacy wyklad ze statystyki stosowanej na ktorym dzisiaj dla odmiany rypnalbym glowa w blat gdyby nie to ze wlosy zakleszczyly sie miedzy plecami a oparciem krzesla i zdazylem sie obudzic gdy tylko poczulem ze cos mnie szarpie w banie a wracajac do tematu wiecej takich radosnych rysunkow!!!!!!!!

  3. strzala mówi:

    Ale wiecie, że te liście to są palmy? Bo Gutek powiedział, że wyglądają bardziej na choinkę :/ co dowodzi jego znikomej wiedzy z zakresu botaniki.

  4. misior mówi:

    moze nigdy w hiszpanii nie byl palm nie widzial;]

  5. strzala mówi:

    A w ogóle to jest muzyczny rysunek. Kurde bele, wszystko Wam trzeba kawa na ławę, bo sami się nie domyślą. Musicie kliknąć na obrazek i słuchać Turnauaua!
    Zazdroszczę Wam trochę jesieni. Tych liści, kasztanów, melancholii i takich tam… Tutaj pada, ale jakoś mało to wszystko nastrojowe, a bardziej upierdliwe.

  6. fiasko mówi:

    Kasztanow? Jakich kasztanow? Juz trzeci rok Szrotówek kasztanowcowiaczek dziesiatkuje rodzimego kasztanowca. Juz niedlugo zostana nam tylko te pomarszczone w kieszeni plaszcza w pawlaczu!

  7. fiasko mówi:

    update:
    Jest jednak jakas nadzieja, okazuje sie, ze sa metody walki ze szkodnikiem. Najbardziej skuteczna jest metoda chemiczna. Została ona opracowana i upowszechniona przy znaczącym udziale profesora Gabriela Łabanowskiego z Instytutu Sadownictwa i Kwiaciarstwa w Skierniewicach.

  8. k4nia mówi:

    Podobno dobrym sposobem jest też użycie CKMu i naboi powlekanych srebrem.

  9. Fitka mówi:

    Jak to… palmy? To to nie są szparagi?
    A propos Turnauła… zaśpiewaj sama pod Alicante… Głosik masz.

  10. Fitka mówi:

    na ten przykład: w Alicante jak na złość pada deszcz… , w Alicante przez sufit pada deszcz lub z sufitu… – cała reszta się zgadza, tylko kaloryfer trzeba zastąpić czymś innym, bo przecież tam nie ma.

Napisz odpowiedź